spacer
spacer search

Portal świętego Jacka Odrowąża
najbardziej znany polski święty poza granicami kraju

Search
spacer
Cuda św. Jacka:
A.D. +1261: Światło niebieskie nad grobem św. Jacka
Czytaj całość…
 
header
Menu witryny
Polecamy
CV św. Jacka
Geneza strony
Tło historyczne
Historiografia św. Jacka
Audycje o św. Jacku
Cuda św. Jacka
Inne o św.Jacku
Modlitwy do św. Jacka
Intencje do św. Jacka
Miejsca kultu św. Jacka
Bracia Kaznodzieje
Inne strony św. Jacka
Zaloguj się
 
Polecamy arrow Miejsca kultu św. Jacka arrow Lednica Jezusowi Chrystusowi. Hej !

Lednica Jezusowi Chrystusowi. Hej ! PDF Drukuj Email
Wpisał: Maciej Borowik   
04.06.2007.

cimg1234"Lednica Jezusowi Chrystusowi. Hej !"-  Byłem zdumiony usłyszawszy to wołanie nad jeziorem Lednickim , płynące z ust ojca Jana Góry - to był  okrzyk przez głośniki do tysięcy młodzieży przybyłej do kolebki polskości. A oni ? Jedni leżeli na trawie na karimatach, inni wirowali w tańcu, śpiewali. Taką to obecnością swą modlili się. To nowe misterium wiary  - pomyślałem ?! 

O tym jak młodzież wybrała św. Jacka na patrona w III tysiacleciu jest ten mały reportaż.

Jezusowi Chrystusowi – Hej ! To tak jakby powiedzieć do kogoś „Cześć” - dotarło do mnie, ale Bogu – Hej?! Jak to?. Chyba tak to, że ta młodzież wokół mnie , zupełnie inaczej widzi  naszego Pana. Może „Hej” znaczy dla nich coś więcej. Oznacza, że przekazują pozdrowienie nie monumentalnej postaci Syna Bożego, a bliskiemu sobie przyjacielowi przed którym można się otworzyć -  rodzicowi z którym można pogadać – nadziei której można zaufać. To „Hej” skraca dystans w życiu i dopuszcza kogoś w naszą bliskość. Tym razem jest to Jezus Chrystus.  Przecież „Hej” wypowiedziane u górali znaczy to samo co amen, czyli tak - akceptuję. Nie w transgenicznej postaci  ale w ludzkiej bliskości akceptuję cię Jezu. Odkryłem!

„Przemień wodę w wino Panie jak dawniej w Kanie”- tak śpiewają swą kultową pieśń, tańcząc, kręcąc młynki rękami i klaszcząc w dłonie - jak na weselu. To nie wołanie o cud  dla samego show jak w pałacu  u Heroda, nie wołanie o widzialne znaki działania mocy nadprzyrodzonych jakich potrzeba niewierzącym . To brzmienie wyśpiewanej modlitwy o pomoc w dokonaniu przemiany wewnętrznej. Ci dumni wyznawcy Boga, niekiedy z kolczykami nanizanymi w ciało,  tańczący i śpiewający, a nie na kolanach w pokorze, kochają po swojemu Chrystusa.  Nawet jeśli mają kolczyk nad brwią, na twarzach mają stygmaty wiary i skupienia wtedy, kiedy ojciec Góra  woła o modlitwę. Prosi i rozkazuje.
- „Bądzcie cicho, teraz będziemy się modlić do Najświętszej Panienki (...)” zapada cisza na tłumami.
Przyjechało ich ok. 200 tysięcy. Byłoby więcej, gdyby nie wyjechało w międzyczasie te 2 miliony z raperskiego przeboju tego lata.
Staliśmy między tymi dzieciakami Witold i ja. Tylko chyba św. Jacek był starszy od nas. Absolutnym dla nas zaskoczeniem było miejsce w jakim się znaleźliśmy i doznawane tu przeżycia.

Święty Jacku - tak jak w Rzymie, wybrałeś Adama kolegę mojego i posłałeś mu gołębia pod obiektyw aparatu, aby wskazał twą postać na kolumnadzie Berniniego, tak teraz posłałeś ze mną Witka na Lednicę.
Znaleźliśmy się tu razem, bo wracaliśmy przypadkiem jego samochodem ze spotkania służbowego z Sowiej Doliny. Witek do Lednicy jechać nie planował, ale zgodził się po drodze do domu w niej się zatrzymać. W samochodzie, z radia dowiedział się szczegółów o uroczystości. Dla historii naszego  pobytu na tym zgromadzeniu młodych zaskakujące jest, że to Witek doprowadził nas do stóp ołtarza w "Bramie Rybie". Ja sam, bez przepustki, tam bym nie dotarł.

Kiedy po przejściu 5 km lasem i polami znaleźliśmy się na terenie olbrzymiego obozowiska z bramą w tle - Witek, który był poirytowany, że policja nie pozwala bliżej podjechać samochodem powiedział:
– Teraz idziemy pod ołtarz!
– Nie damy rady, nie mamy biletów do pierwszych sektorów, ani przepustek-    odpowiedziałem.
– Choć damy radę!
Szliśmy poprzez  sektory, mijając ludzi porządkowych: wojskowych, strażaków, harcerzy. Ci z podejrzliwością spoglądali na nas. Co i rusz któryś pytał  twierdzącym tonem.
- Identyfikator panowie mają?

Witek nawet nie odpowiadał. Ci co go znają bliżej wiedzą, że to nie było konieczne. Ten facet ma to coś co wzbudza dystans i respekt. Takiego mi przewodnika dałeś św. Jacku.  Stanęliśmy na granicy sektora, blisko ołtarza, tuż przy wale„Via Appia Lednica” - drogi  prowadzącej do Bramy Trzeciego Tysiąclecia. Wał ten ma z pół kilometra długości. Dalej iść nawet nie wypadło. Byliśmy w centrum uroczystości. 

Przybyłeś św. Jacku po raz pierwszy w 2000 r z Janem Pawłem II . Teraz przyjechałeś pociagiem Intercity nazwanym twoim imieniem i wjechałeś w procesji, drogą do bramy, w ukwieconym wozie ciągnionym przez braci dominikanów. Wóz się zatrzymał tuż naprzeciw nas i młodzi dominikanie zdjęli z niego Twoją relikwię w złotej puszcze  i podnieśli na swe ramiona. Stanęli. Wszyscy śpiewali „Poślij nas...” kręcili młynki nad głowami i klaskali. Obok mnie śpiewała i tańczyła dziewczyna z drutami na zębach.  Klaskała w moje dłonie „na dwa”. Robiłem to samo co ona. Cieszyłem się. Gdzieś dalej tańczył mnich w brązowym habicie z gołymi stopami w sandałach, nieco przytęgi, z jowialną uśmiechniętą buzią. Tłumy falowały. Nagle przed barierkę wybiegła młoda zakonnica w szarym habicie. Klęknęła na jedno kolano wyprostowana jak strzelec, sięgnęła prawą ręką do torby, jak do kabury i wyjęła szybkim ruchem aparat z teleobiektywem, aby zrobić zdjęcia relikwii z bliskości. Niebywałe, zapamiętałem ją jako marmurowy posąg współczesnej Diany.

Św. Jacku, kiedy tak stałeś na wzniesieniu drogi na ramionach braci, byłeś mistycznie wśród nas obecny. Brałeś w przywództwo dziewczyny i chłopaków z pokolenia JP II.  W uwielbieniu twojej osoby, nowicjusze z orszaku w białych habitach zaczęli tańczyć wokół tych co trzymali  twą relikwie, podnosząc stopami kurz. To nie było po kościelnemu. Pewnie hierarchowie głowy w tył odwracają nie zwykli do takich pogańskich bezeceństw, pomyślałem (zobaczcie filmik). Cóż tam oni, teraz Ty Jacku jesteś reżyserem, jak niegdyś tam w Prusach i na Rusi, gdzie ty sam musiałeś wiedzieć jak dotrzeć i znaleźć drogę do ludzi. Znów jesteś św.Jacku na misji w naszym neopogańskim świecie. Pan Bóg stworzył świat, nie do końca. Zakończenie dzieła stworzenia powierzył człowiekowi. Przeprowadź to młode pokolenie przez "Bramę Rybę" i poślij w Trzecie Tysiąclecie na chwałę Boga i ku nauce innych dla dokończenia dzieła stworzenia. My starzy zostaniemy tu, aby nie zepsuć tam ich świata.

Dziewczyna stojąca obok zaczęła kaszleć. Oni tu są od wczoraj, śpią na ziemi - pomyślałem. Zapadał zmrok. Zrobiło się zimno. Wyciągnąłem z kieszeni aspirynę, którą miałem przypadkiem. W pierwszej chwili nie chciała wziąć. Na trawie leżał chłopak, chyba spał. Miał rozgrzane policzki. Powiedziałem jej: - On chyba jest chory? Poczułem łzę wzruszenia w oku patrząc na tego dzieciaka.
- E, to nic -odpowiedziała.
- Daj tę aspirynę jemu, jak wstanie. Wzięła.
W międzyczasie poniesiono Twą relikwię na ołtarz. Ojciec Góra zawołał – Karmiłeś kiedyś św. Jacku naród w głodzie Słowem Bożym i chlebem,  nakarm nas teraz. Pod ołtarz wniesiono kosze chleba. Arcybiskup je pobłogosławił. Było tego tysiące - dla wszystkich. Jedliśmy ten chleb niczym "jackowe" pierogi, które rozdawałeś głodnym,  co Ci naród pamięta do dziś.
- Jest w nim kminek-odkryłem i coś jeszcze ?
- Witek mówi:  chyba też i anyżek.
Stojący obok chłopak z przekonaniem i znawstwem podpowiada
- I kadzidełko. -To kadzidełko?.  Dla nich chleb ma smak świętych dymów. (Przepis na placki św.Jacka znalazła Iwona, publikujemy link w następnym artykule)

Trzeba nam wracać do domu. Noc się zbliża. Przed nami 5 km pieszo  i 300 km samochodem.
- Idziemy.- Nasze pokolenie musi naprawdę odejść -mówię, jak w Biblii.
- Nie dla nas nowe Jeruzalem. Pokazaliśmy młodym drogę ale zmarnowaliśmy szansę, bo to dla nich trzeba nam było budować piętnaście lat temu domy i banki na rżyskach i w kretowiskach jak w przeboju braci Golców. Zabrakło nam rozumu,  dlatego teraz stoją tam cudze supermarkety i banki.
Na Lednicy mówili, że jest mniej młodzieży niż ostatnio - zapewne wyjechali. Tak. Zabrakło tu kilku tysięcy z tych, którzy tułają się po świecie za lepszym jutrem, którego nie widzą w ojczyźnie. Tak sobie gadamy idąc.

Zanim doszliśmy do samochodu, okazałeś nam św. Jacku łaskę i wynagrodziłeś Witkowi trud, a ja skorzystałem.
5 km pieszo, po 3 godzinach stania,  to niezbyt miła  dla nas perspektywa. Patrzymy! Wyjeżdża z parkingu biały samochód. Witek podchodzi i pyta kierowcę, czy by nas podwiózł. Ten się zgadza. Wsiadamy.
Prosimy tylko o podwiezienie kawałek, do drogi polnej.
– Gdzie stoicie ? - pyta kierowca.
–  Nie wiemy, ale to daleko. O tam za lasem,  pokazuję do tyłu. –  Są tam autobusy pyta?
–  Tak, jest parking .
–  Ja tam jadę, jestem stąd.
Kierowca okazuje się proboszczem miejscowej parafii w Sławnie. Z uroczystości odwozi wcześniej staruszka ojca do domu. Nasz parking jest, jak się okazuje, pod jego wioską. Zamiast iść godzinę, jesteśmy tam w kilka minut.
- To nieprawdopodobne, że złapaliśmy aż taką okazję- mówi Witek do księdza na pożegnanie.
- To nie przypadek - odpowiada ksiądz.  Bóg zapłać Księże Proboszczu.
 Co mamy począć z tym przypadkiem?. Wypada podziękować i Tobie św. Jacku za załatwienie podwózki
-Bóg zapłać ?
-Nie to nie tak.
-A jak? Wystarczy zwykłe ludzkie dziękujemy? W podziekowaniu siadam i piszę i natychmiast publikujemy. Maciek wkłada to do naszego "matrixu".

 

cimg1237 cimg1273 cimg1276
Zmieniony ( 24.02.2009. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
spacer

© 2010 Portal świętego Jacka Odrowąża
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.
spacer